
Robert Vîrban, Adevărul, 6 grudnia 2025 r.
Spis treści
Podsumowanie
Artykuł omawia nowy okres zawirowań politycznych i społecznych w Bułgarii, naznaczony protestami, w których wzięło udział ponad 50 000 osób w Sofii i innych miastach. Bezpośrednią przyczyną niezadowolenia był projekt budżetu na kolejny rok, przewidujący podwyżkę niektórych podatków (m.in. podwojenie podatku od dywidend z 5% do 10% oraz podniesienie składek na ubezpieczenie społeczne), ale prawdziwe źródła kryzysu są bardziej złożone.
Głównym czynnikiem jednoczącym opozycję jest postać Deliana Peewskiego, biznesmena i polityka o ogromnym wpływie, postrzeganego jako symbol korupcji i zawłaszczonego państwa. Obecny rząd jest zależny od jego poparcia, co wzbudza emocje. Peewski zirytował liberalne elity również poprzez poparcie dla utworzenia komisji parlamentarnej badającej działalność tzw. „sieci Sorosa” w Bułgarii.
Ciekawym aspektem protestów jest nieprawdopodobny sojusz między proeuropejskimi partiami reformatorskimi („Kontynuujemy Zmianę”, „Demokratyczna Bułgaria”) a nurtem suwerenistycznym (partia „Odrodzenie” i prezydent Rumen Radew). Mimo fundamentalnie różnych wizji świata (np. w sprawie strefy euro, którą popierają liberałowie, a suwereniści są sceptyczni), obozy te ponownie znalazły się po tej samej stronie barykady przeciwko wspólnemu wrogowi, co przypomina protesty z 2020 roku.
Prezydent Rumen Radew odgrywa złożoną rolę, konsolidując swoją pozycję. Przyciąga kręgi patriotyczne żądaniami takimi jak referendum w sprawie strefy euro, jednocześnie zbliżając się do sfery liberalnej poprzez stanowczą retorykę antykorupcyjną skierowaną przeciwko Peewskiemu.
Podwyżki podatków posłużyły jako iskra, która zmobilizowała związki zawodowe i organizacje pracodawców. Lider GERB, Bojko Borisow, w odpowiedzi na protesty wycofał projekt budżetu do ponownego rozpatrzenia i wznowił dialog społeczny, łagodząc sprzeciw tych grup.
Perspektywy pozostają niepewne. Pomimo wezwań do zmian, utworzenie większości parlamentarnej bez silnej partii Borisowa, GERB, jest trudne. Dziennikarz Vladimir Mitev spodziewa się, że protesty będą kontynuowane, a w przyszłym tygodniu zostanie przedyskutowane wotum nieufności. Wyraża on wątpliwość co do możliwości wcześniejszych wyborów, argumentując, że niestabilność polityczna może być zbyt ryzykowna w okresie przygotowań Bułgarii do wejścia do strefy euro
Wprowadzenie
Bułgaria przechodzi przez nowy okres zawirowań politycznych i społecznych, naznaczony protestami. Ponad 50 000 osób wyszło w zeszłym tygodniu na ulice Sofii i innych miast, niezadowolonych ze sposobu, w jaki rządzony jest kraj. Chociaż bezpośrednim zapalnikiem protestów był projekt budżetu na przyszły rok, przewidujący podwyżkę niektórych podatków, przyczyny niezadowolenia są znacznie bardziej złożone. Bułgarski dziennikarz Vladimir Mitev wyjaśnia dla „Adevărul” mechanizmy tego kryzysu oraz rolę biznesmena Deliana Peewskiego – postaci, której udało się zjednoczyć opozycję samą swoją obecnością u władzy.
Sytuacja w Sofii wygląda jak déjà vu z 2020 roku. Place ponownie wypełniają się niezadowolonymi ludźmi, dokładnie w czasie, gdy sąsiedni kraj przygotowuje się do osiągnięcia ważnego strategicznego celu: przystąpienia do strefy euro. Tym razem wspólnym wrogiem nie jest już tylko były premier Bojko Borisow, ale postać co najmniej równie kontrowersyjna.
Czynnik Peewskiego
W centrum niezadowolenia znajduje się Delian Peewski – biznesmen i polityk o masowym wpływie, postrzegany przez dużą część społeczeństwa jako symbol korupcji i zawłaszczonego państwa. Vladimir Mitev podkreśla, że obecny rząd zależy od poparcia Peewskiego, co jest szczegółem podgrzewającym emocje.
„Myślę, że ważną rzeczą, którą należy wziąć pod uwagę, jest fakt, że obecny rząd jest wspierany przez biznesmena i polityka, Deliana Peewskiego, postrzeganego przez wielu jako arogancki. Na przykład, pewne triki związane z procedurami, pewne postawy, kłótnie w parlamencie lub wokół parlamentu, nagromadziły się z czasem i zirytowały część populacji.
Co ważniejsze, nie mówię, że to jedyny powód, ale w tym roku Peewski poparł utworzenie komisji parlamentarnej, która miała zbadać działalność tego, co moglibyśmy nazwać 'siecią Sorosa’ w Bułgarii. Uważam, że te inicjatywy tylko zirytowały elity liberalne.
To jest, w zasadzie, motywacja liberałów pod wieloma względami. Główna jest taka, że Peewski jest postrzegany jako osoba skorumpowana, a z drugiej strony – jako ktoś, kto zakwestionował to, co oni robią. Nawet jeśli ta komisja, o ile wiem, nie zrobiła nic konkretnego, samo jej utworzenie i związana z tym retoryka, skierowana przeciwko elitom powiązanym z ideą otwartego społeczeństwa, przyczyniły się do napięcia” – wyjaśnił Vladimir Mitev.
Nieprawdopodobny sojusz: „Suwereniści” i „Liberałowie” znowu razem
To, co czyni sytuację w Bułgarii naprawdę interesującą, to niejednorodny skład protestujących na ulicach. Z jednej strony są proeuropejskie partie reformatorskie, takie jak „Kontynuujemy Zmianę” (PP) czy „Demokratyczna Bułgaria” (DB). Z drugiej strony, protesty są podsycane przez nurt suwerenistyczny, reprezentowany głównie przez partię „Odrodzenie” (Wyzrażdane) i przez prezydenta Rumena Radewa.
„Jest wiele różnych czynników, ale te dwie tendencje, nawet jeśli zasadniczo mają różne wizje świata, mają teraz wspólnego wroga. Na przykład, partie takie jak PP czy DB popierają przystąpienie do strefy euro, podczas gdy suwereniści są sceptyczni. Jednak w tej chwili te dwa obozy ponownie znalazły się po tej samej stronie barykady. Protesty przypominają w pewnym sensie te z 2020 roku, kiedy istniał nieoficjalny sojusz między skrzydłem liberalno-antykorupcyjnym a skrzydłem suwerenistyczno-nacjonalistycznym, a mobilizacja była skierowana przeciwko Borisowowi, ówczesnemu premierowi, i przeciwko prokuratorowi generalnemu Geszewowi. A Geszew, który w międzyczasie zniknął z pierwszego planu, był postrzegany jako bliski Peewskiemu. Mamy więc, w pewnym sensie, powtórzenie czegoś, co już się wydarzyło” – wyjaśnił Mitev.
Prezydent Rumen Radew odgrywa w tym kontekście złożoną rolę. Udaje mu się przyciągnąć uwagę kręgów patriotycznych żądaniami, takimi jak referendum w sprawie strefy euro, ale utrzymuje również pomost komunikacyjny ze sferą liberalną poprzez swoją stanowczą retorykę antykorupcyjną skierowaną przeciwko Peewskiemu.
„Prezydent Rumen Radew próbuje zyskać pole w obszarze suwerenistycznym. Ponadto, Radew ma wyraźną retorykę anty-Peewski i antykorupcyjną. W ten sposób Radew jawi się, z jednej strony, jako otwarty na bardziej patriotycznych i bardziej wrażliwych na temat suwerenności – na przykład, zażądał zorganizowania referendum w sprawie przystąpienia do strefy euro. Z drugiej strony, jego antykorupcyjna retoryka zbliża go do strefy liberalnej, w szerokim sensie tendencji antykorupcyjnej” – wyjaśnia Mitev, sugerując, że prezydent konsoliduje swoją pozycję pod kątem ewentualnego uruchomienia własnego projektu politycznego.
Podwyżki podatków – Iskra, która rozpaliła protesty
Poza grami politycznymi, protesty miały konkretny ekonomiczny zapalnik: projekt budżetu na przyszły rok. Pomyślany jako budżet przejściowy do waluty euro, przewidywał niepopularne środki, w tym podwojenie podatku od dywidend z 5% do 10% oraz podniesienie składek na ubezpieczenie społeczne.
Ta propozycja szybko zmobilizowała związki zawodowe i organizacje pracodawców – kategorie, które zazwyczaj nie wychodzą na ulice razem z aktywistami obywatelskimi. Reakcja lidera GERB, Bojko Borisowa, była taktycznym odwrotem. Po pierwszych protestach pod koniec listopada Borisow wycofał budżet do ponownego rozpatrzenia, próbując uspokoić nastroje.
„To wywołało niezadowolenie, które z czasem przyciągnęło coraz więcej grup – związki zawodowe i organizacje pracodawców. Pierwszy protest, pod koniec listopada, został również sprowokowany przez ludzi ze związków zawodowych lub organizacji pracodawców. Następnie Borisow, w odpowiedzi na protesty, zaczął iść na kompromisy w sprawie budżetu i wznowił dialog społeczny, co, o ile rozumiem, zmniejszyło sprzeciw związków zawodowych i pracodawców wobec budżetu. Teraz próbuje zmniejszyć napięcie w strefie antykorupcyjnej” – zauważa Mitev.
Bezpośrednie perspektywy pozostają niepewne. Chociaż ulica domaga się zmian, arytmetyka parlamentarna jest nieubłagana: utworzenie większości bez partii Borisowa, GERB, wydaje się niemal niemożliwe.
„Zobaczymy, co się stanie. Obserwuję, że protesty nie są aż tak skierowane osobiście przeciwko niemu, ponieważ nie jest on bardzo widoczny na pierwszym planie. Ale uważam, że nawet jeśli ten rząd upadnie i zmieni się formuła rządzenia, Borisow nadal może pozostać wpływowy, ponieważ jego partia jest silna, i trudno jest utworzyć większość bez GERB” – wskazuje Mitev.
W tych warunkach istnieje duże prawdopodobieństwo, że protesty będą kontynuowane.
„Spodziewam się, że protesty będą kontynuowane. Są ku temu przesłanki: w przyszłym tygodniu odbędzie się większy protest. Również w przyszłym tygodniu zostanie przedyskutowane wotum nieufności. Nie jestem pewien, czy odbędą się przedterminowe wybory. Wydaje mi się, że ryzykowne jest wchodzenie do strefy euro z niestabilnością polityczną. Nie mam informacji wewnętrznych, ale nie sądzę, by Bułgaria mogła pozwolić sobie na silną niestabilność” – podkreśla Vladimir Mitev.
Zdjęcie: Protesty w Sofii 1 grudnia 2025 r. (źródło: YouTube)
Subskrybuj kanał bloga Most Przyjazni na YouTube, gdzie zamieszczane są kolejne wywiady wideo i audio! Blog można również śledzić na Facebooku i Twitterze. Jego kanał na Telegramie znajduje się tutaj.
About Author
Odkryj więcej z Most przyjaźni
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.